Budując Zakład Odzysku Energii mamy szansę na stabilizację cen za odpady

Aktualności
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Wywiad z Wojciechem Wojtaszkiem, prezesem zarządu Ekoland Sp. z o.o.

 

Od nowego roku w Kraśniku wzrosła opłata za odbiór i zagospodarowanie odpadów z 17 zł do 23 zł za osobę miesięcznie. Dlaczego śmieci drożeją?

Przede wszystkim, wytwarzamy coraz więcej odpadów.  Na przestrzeni ostatnich 15 lat ilość produkowanych w Polsce śmieci wzrosła o około 40 proc. i będzie rosła dalej. Z danych za 2020 r., przedstawionych na ostatniej sesji Rady Miasta wynika, że średnio jeden mieszkaniec Kraśnika produkuje rocznie 401 kg odpadów. To więcej niż średnia wojewódzka, która jest na poziomie 234 kg na osobę na rok i średnia krajowa, która na jednego mieszkańca w 2020 r. wyniosła 342 kg zebranych odpadów komunalnych. To jednak nic w porównaniu ze średnią europejską, która wynosi ponad 500 kg na osobę.

Rosną także koszty selektywnej zbiórki odpadów. Już mało kto pamięta, że pierwsze duże podwyżki zaczęły się dziewięć lat temu, kiedy gminy przejęły obowiązek gospodarki odpadami i rozdzielono odbiór odpadów na segregowane i niesegregowane.  Wcześniej nie ponosiliśmy faktycznych kosztów zagospodarowania odpadów.. Rośnie też nasza świadomość ekologiczna.  Staramy się odzyskać z odpadów jak najwięcej albo surowców, albo energii, a jak najmniej składować na wysypiskach jako bagaż dla przyszłych pokoleń.

 

Czy chce Pan powiedzieć, że ekologia musi nas więcej kosztować?

I tak i nie.  Rosną koszty odbioru i zagospodarowania odpadów, . z ale też brakuje nam  pełnego wykorzystania potencjału, jakie odpady mają. Potrzebujemy dalszego wzrostu poziomu recyklingu i świadomości społecznej jak selektywnie zbierać odpady. Jednocześnie  potrzebujemy  zakładów odzysku energii, które są istotnym elementem gospodarki odpadowej wielu  krajów europejskich. Dobry system recyklingu i wykorzystanie odpadów kalorycznych do produkcji ciepła i energii elektrycznej pozwala wykorzystać maksymalnie ich potencjał z korzyścią dla środowiska i naszych portfeli.

 

Produkujemy coraz więcej śmieci, ale czy nie jest tak, że równocześnie coraz więcej odpadów segregujemy i poddajemy recyklingowi?

Tylko wysoka jakość i intensywna selektywna zbiórka pozwala na dalsze zagospodarowanie odpadów w procesach recyclingu. Niestety, realia są takie, że wciąż nie potrafimy ich dobrze sortować w domach. W 2020 roku w naszym kraju recyklingowi poddano zaledwie  26,7 proc. wszystkich zebranych odpadów.

 

Dlaczego tak mało odpadów poddajemy recyklingowi?

W dużej mierze to kwestia edukacji ekologicznej. Jeśli, zamiast do żółtego worka, butelkę PET wrzucimy do czarnego pojemnika na odpady zmieszane, to plastik nie tylko chłonie to co się tam znajduje, ale jest też tym oblepiony. Takiego brudnego plastiku PET nikt nie chce przyjąć. Dzisiaj, w skali kraju, z 13 mln ton odpadów udaje się wybrać tylko 220 tys. ton PET, czyli 1,5 proc. To samo jest z papierem - brudnej, śmierdzącej i mokrej makulatury nie przyjmie żaden recykler. Odpady muszą być czyste – tylko wtedy nabierają wartości i łatwiej jest znaleźć nabywcę takiego surowca wtórnego.

 

Ale to co wkładamy do tzw. żółtego worka jest odzyskiwane?

 Dziś z żółtego worka udaje się przetworzyć ok. 60 proc. jego zawartości. Wiele opakowań - np. po wędlinach i serach, nie można ponownie przetworzyć z uwagi na ich złożony, wielomateriałowy skład. Tego typu odpady powstające po sortowaniu, które nie nadają się do recyklingu nazywamy pre-RDF. Ich trwałe składowanie jest zabronione, bo jest to frakcja łatwopalna.. W Polsce w ciągu roku wytwarza się ok. 4,2 mln ton pre-RDF, a wydajność działających instalacji i cementowni pozwala na przetworzenie jedynie mniej niż 2 mln ton. Tak duża nadpodaż pre-RDF powoduje że rynkiem rządzi cena, przez co stawki za zagospodarowanie tej części odpadów dochodzą nawet do 700-1000 zł za tonę. A to znowu oznacza koszty, które płacą mieszkańcy.

 

Z danych GUS wynika, że procesom recyklingu poddajemy jedynie około 1/4 zebranych odpadów komunalnych. A co dzieje się z resztą?

 Prawie 40% zebranych w 2020 roku odpadów zostało unieszkodliwionych w najgorszy sposób czyli poprzez składowanie na wysypiskach.  Taka tradycyjna metoda oraz kompostowanie odpadów jest znaczącym źródłem emisji gazów, takich jak metan , dwutlenek węgla CO2  oraz tlen, azot i inne domieszki. Przyczynia się do zwiększania efektu cieplarnianego, przede wszystkim przez jego najistotniejszy składnik – metan. Emisja 1 tony metanu odpowiada emisji 21 ton dwutlenku węgla.  Dlatego musimy nie tylko zwiększyć poziom recyklingu śmieci, ale zgodnie z wymogami unijnymi, także zredukować liczbę odpadów, które trafiają na składowiska do maksymalnie 10 proc. do 2030 r.

 

Czy to jest w ogóle realne?

Moim zdaniem, mimo wszystko, jest możliwe. Niezbędna jest zarówno zmiana nawyków, by jak najmniej zużywać materiałów, produktów i paliw i zarazem jak najmniej wyrzucać, jak i wsparcie systemu poprzez rozsądne inwestycje odpadowe, aby śmieci już powstałe wykorzystywać jako surowce lub źródła energii. Za przykład mogą tu posłużyć kraje skandynawskie takie jak Szwecja, Finlandia czy Norwegia, w których tylko od 1 do 4 proc. odpadów jest składowanych, natomiast poziom recyklingu wynosi blisko połowę. . Kraje te są jednocześnie liderami w zakresie termicznego przekształcania odpadów, spalają nawet do 60 proc. odpadów komunalnych. Tuż za nimi plasuje się Dania, Szwajcaria,, Holandia  i  Belgia . Państwa te nie muszą kupować węgla. Wykorzystując własne odpady dla produkcji energii elektrycznej i ciepła rozwiązują problem zagospodarowania odpadów bez zagrożenia dla recyklingu i środowiska. Zakłady Odzysku Energii za sprawą nowoczesnych i zaawansowanych systemów oczyszczania spalin oraz wysokiej temperatury spalania (min. 850oC), są praktycznie bez emisyjne.

 

Czyli Pana zdaniem nie ma innej drogi na zagospodarowanie tych odpadów?

W przypadku odpadów nie nadających się do powtórnego spożytkowania czy recyklingu, czyli frakcji pre-RDF, my również powinniśmy postawić na jej energetyczne wykorzystanie w zakładach odzysku energii jako paliwa. Szacuje się, że dla domknięcia systemu gospodarki odpadami w Polsce, roczna wydajność spalarni powinna być dość szybko zwiększona przynajmniej o około 2 mln ton. Brak możliwości wykorzystania frakcji palnej jest z jednej strony marnotrawstwem źródła energii mogącego zaspokoić nawet do 10 proc.  zapotrzebowania na ciepło sieciowe, a jednocześnie przyczyną wzrostu opłat ponoszonych przez mieszkańców. Dzisiaj w należącym do Ekoland Zakładzie Zagospodarowania Odpadów Komunalnych (ZZOK) w Kraśniku powstaje rocznie 8 tys. ton pre-RDF, a koszt zagospodarowania w cementowni jest bardzo wysoki.  Odpady, które mogłyby zostać wykorzystane do produkcji ciepła na potrzeby mieszkańców Kraśnika oraz energii elektrycznej teraz są jedynie poważnym obciążeniem finansowym  dla nas wszystkich.

 

A czy jest w ogóle szansa, żeby płacić za śmieci mniej?

Nie, taniej już było i taniej nie będzie. Śmieci będą coraz droższe, i prędzej czy później, czekają nas niestety, kolejne skokowe podwyżki, bo ilość odpadów rośnie. Natomiast jest szansa, żeby przy dobrze zaprojektowanym systemie gospodarki odpadami  ceny nie galopowały w takim tempie, w jakim szybują od ostatnich dwóch czy trzech lat. Można tego dokonać poprawiając procent odpadów do recyklingu, czy budując zakłady odzysku energii. Jest to nie tylko wyzwanie dla nas jako konsumentów, ale przede wszystkim dla samorządów, które regulują sposoby gospodarki odpadami na swoim terenie i mogą wprowadzić pewne narzędzia i technologie, w wyniku których ustabilizują poziom cen na kolejne lata.

Dlatego zależy nam, aby w Kraśniku jak najszybciej powstał zakład odzysku energii z odpadów pre-RDF, który będąc jednocześnie gwarancją zapewnienia potrzeb mieszkańców w zakresie niezbędnych dostaw ciepłej wody i ciepła sieciowego, pozwoli lokalnej społeczności usamodzielnić się w zakresie gospodarki odpadowej oraz uzyskać gwarancję stabilności cen odbioru odpadów.