Czy to koniec kraśnickiej porodówki? Położne apelują do radnych

Aktualności
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

We środę podczas sesji rady powiatu radni zdecydują m.in. co dalej z oddziałem ginekologiczno-położniczo-neonatalogicznym kraśnickiego szpitala. Wszystko wskazuje na to, że od września tego roku przestanie on funkcjonować. Argumenty za jego likwidacją są oczywiście ekonomiczne - oddział ten przynosi od kilku lat straty. Położne, które na nim pracują alarmują, że kobiety w ciąży z naszego powiatu pozostaną bez należytej opieki medycznej i apelują, żeby dać oddziałowi szansę.

Temat oddziału ginekologiczno-położniczego pojawia się na sesji rady po raz kolejny. W lutym radni nie głosowali nad programem restrukturyzacji szpitala, bo jak tłumaczył zarząd powiatu Naczelna Izba Kontroli prowadził wtedy swoje działania sprawdzające na oddziale.

Teraz temat wraca.

– Przez te wszystkie miesiące rozważaliśmy różne scenariusze. Starałem się rozmawiać ze wszystkimi stronami zainteresowanymi tą sprawą – powiedział w Dzienniku Wschodnim Andrzej Rolla, starosta kraśnicki.

Jeśli większość radnych poprze wdrożenie programu restrukturyzacji, co się najprawdopodobniej stanie, z dniem 1 czerwca pracownicy otrzymają wypowiedzenia, a od września oddział przestanie istnieć.

Jakie argumenty przemawiają za jego likwidacją? Przede wszystkim to, że przynosi on od kilku lat straty. W 2018 roku było to ponad 3 mln zł, w 2019 - 4,4 mln. Przede wszystkim wpływa na to zbyt mała liczba dzieci, które rodzi się w Kraśniku. Drugi argument to stan samego oddziału. SANEPID już od jakiegoś czasu wydaje zalecenia dla niego. Dotyczą one wielu rzeczy w tym wybudowania specjalnych śluz na trakcie porodowym. Obecnie oddział funkcjonuje w obecnym miejscu warunkowo. By spełnić wszystkie zalecenia trzeba byłoby zainwestować w niego ok. 5 mln zł.

To zdaniem władz powiatu wystarczające argumenty za tym, by tę część szpitala zlikwidować. A co w zamian? Powiat chciałby m.in. podpisać porozumienia ze szpitalami w Bełżycach i Lublinie (al. Kraśnicka) w celu zapewnienia dodatkowej opieki nad pacjentką przez lekarza prowadzącego ciążę. To tam, zamiast w Kraśniku mogłyby rodzić mieszkanki powiatu. Dyrekcja szpitala chciała by też rozszerzyć działalność obu poradni ginekologiczno-położniczych w obu dzielnicach.

Likwidacja tego oddziału wiąże się też z brakiem opieki noworodkowej i koniecznością dojazdów z najmłodszymi pacjentami do innych placówek w województwie.

- Mamy bardzo dobrze wyposażony oddział noworodkowy, odpowiedni sprzęt. Mamy też lekarza neonatologa, którym wiele szpitali pierwszego stopnia nie może się pochwalić. Zdecydowana większość z nas ma odpowiednią specjalizację. Szkolimy się, robimy wszystko w tym kierunku by to wszystko funkcjonowało - argumentowały w tej sprawie położne z tego oddziału, które we wtorek spotkały się z dziennikarzami, by przedstawić swój punkt widzenia na ten temat oraz zaapelować do władz powiatu o zmianę decyzji.

Na oddziale obecnie pracuje 23 położne, w tym 2 osoby w wieku przedemerytalnym.

- Nie jest to prawda, że część z nas znalazła już sobie pracę - mówią i dodają, że o planach władz powiatu w stosunku do ich oddziału dowiedziały się z mediów.

 - Ostatnie spotkanie ze starostą było jesienią ub. roku na oddziale. Po nim my poczułyśmy się, że starosta nas popiera. Mówił, że jest istotne, żeby oddział istniał, że zrobi w tej sprawie wszystko... - mówią przedstawicielki personelu tego oddziału.

Poprosiły też o spotkanie dyrekcję szpitala.

- Zostałyśmy przyjęte i wysłuchane. Przedstawiłyśmy panu dyrektorowi jakie mamy pomysły na naprawę sytuacji. Chcieliśmy przywrócić szkołę rodzenia, bo wiele osób o to pyta. Chcieliśmy wrócić do porodów rodzinnych, mamy u nas wannę do inwersji wodnej. Warunki naprawdę są tu teraz dobre. Mamy też tytuł "Szpitala przyjaznego dziecku". W wielu szpitalach matki walczą o kontakt z dzieckiem skóra do skóry, u nas nie muszą bo to jest standardem. Sale są dwułóżkowe, jest komfort. Jedna położna przypada na jedną pacjentkę. - reklamowały kraśnickie warunki pracownice szpitala.

- Od nas pacjentki wychodzą przygotowane do macierzyństwa, do karmienia piersią, do pielęgnacji noworodka, do reagowania w nagłych sytuacjach, gdzie np. w Lublinie wychodzą na drugą dobę bo już trzeba zwalniać miejsce. Zdarza się tak, że do nas trafiają pacjentki, które rodziły w Lublinie, bo mają pewne problemy np. z karmieniem. Lublin ich już nie przyjmuje tylko odsyła do nas - mówią.

Wg. nich oddalenie pomocy do szpitali, które znajdują się kilkadziesiąt kilometrów od Kraśnika negatywnie wpłynie na sytuację kobiet w ciąży i ich rodzin.

- Sytuację mamy taką, że wiele osób traci pracę i wielu mężczyzn wyjedzie jej szukać poza powiat. Czy te kobiety, które zostaną tutaj same, zdecydują się na ciążę, wiedząc, że opieka jest najbliżej kilkadziesiąt kilometrów stąd? - mówiły.

- A powikłania w położnictwie się zdarzają, i są dosyć nagłe a skutkują często zagrożeniem zdrowia, życia matki czy dziecka. Do najbliższych szpitali będzie kilkadziesiąt kilometrów. Czy takie pacjentki zdążą do nich dojechać, zanim będzie za późno?  A co z pacjentkami, które będą w takim stanie, że nie będą mogły być transportowane? - argumentowały położne.

Władze szpitala twierdzą, że takich przypadków w ostatnim czasie nie było.

Wg. informacji z systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego w 2019 r. żadna kobieta w ciąży nie została przywieziona karetką systemu do SP ZOZ w Kraśniku, co oznacza że żadna położnica nie była w stanie nagłego zagrożenia życia i zdrowia - twierdzi dyrekcja.

- Pacjentki dzwonią do nas i pytają, czy mogą przyjść i urodzić, bo słyszały, że nas już nie ma - opowiadały nam położne, które twierdzą, że ktoś robi oddziałowi czarny PR.

- Operują u nas profesorowie z Lublina. Pacjentki przyjeżdżają z różnych zakątków Polski: z Olsztyna, ze Słupska a tu nawet tabliczki nie było gdzie się oddział znajduje - żalą się na brak wsparcia ze strony władz.

Położne są rozżalone. Jak mówią, coś się zmienia na lepsze, bo porodów w Kraśniku, w zestawieniu z analogicznym okresem roku poprzedniego jest więcej.

- Ciekawa jestem, co radni, którzy podniosą ręce za likwidacja powiedzą swoim kobietom-wyborcom, których nie stać na to by leczyć się prywatnie: Jeźdźcie sobie gdzie indziej, szukajcie sobie lekarza? Nie wszystkich stać, by leczyć się prywatnie w Lublinie - powiedziała jedna z położnych.

Położnym towarzyszył podczas spotkania radny Jarosław Czerw.

- Zastanawiam się, czy jeżeli większość w radzie powiatu będzie chciała podjąć uchwałę, której elementem jest likwidacja oddziału ginekologiczno-położniczego to nie będzie to stanowić istotnego zagrożenia życia i zdrowia pacjentek, które pozostaną bez opieki - zastanawiał się radny.

Skąd wziąć na to pieniądze? Radny Czerw proponuje, by zrezygnować z części inwestycji na w tym i w kolejnych latach.

- Jeżeli będziemy szli w kierunku likwidacji poszczególnych oddziałów, a to przecież nie pierwsza likwidacja działalności w szpitalu powiatowym, to tak naprawdę za kilka lat okaże się, że w Kraśniku, mieście liczącym ponad 30 tys. mieszkańców i prawie 100 tysięcznym powiecie nie będzie szpitala, jeżeli tą drogą władze powiatu będą chciały iść - twierdzi opozycyjny radny.

Położne apelują do radnych o to, by nie zamykali oddziału.

- Dajcie nam pół roku, rok i wtedy zobaczymy, czy ten oddział się nie odbije i nie okaże się dochodowy. Tylko dajcie nam szansę. My szanujemy starszych ludzi, sami nimi będziemy, ale czy to oznacza, że Kraśnik ma być miastem tylko dla starszych ludzi? Bo młodzi będą wyjeżdżać nie mając nawet gdzie urodzić dzieci - mówią położne.