Powrót dziadka do domu. Tablica pamięci majora Kamińskiego odsłonięta

Historia
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Przez 18 lat służył w 24 Pułku Ułanów, w 1935 roku zamieszkał w Wyżniance a dokładnie 80 lat temu zginął zabity przez sowietów w Katyniu. Chodzi o majora Romualda Kamińskiego, którego pamięci odsłonięto w niedzielę 20 września tablicę na kapliczce w Wyżniance.

Na uroczystości przybyła rodzina majora z Polski ale i z zagranicy, w tym jego wnuczki: Katarzyna Molik-Nibus i Małgorzata Molik-Sjöberg (na zdjęciu głównym).

Można śmiało rzec, że upamiętnienie majora Kamińskiego to społeczna inicjatywa jednego z mieszkańców Wyżnianki pana Mariana Bisa, który poświęcił wiele czasu i trudu, by doprowadzić do upamiętnić majora.

- To jego upór i determinacja zgromadziła nas tutaj i doprowadziła do tego, że odsłaniamy tę tablicę - mówił o swoim mieszkańcu wójt gminy Dzierzkowice.

W zorganizowanie całego przedsięwzięcia związanego z umieszczeniem tablicy pamięci ułana 24 Pułku zaangażowali się m.in.: poseł Kazimierz Choma, wójt Marcin Gąsiorowski oraz dr Dominik Szulc.

- Pan Dominik zadał sobie wielki trud, żeby nas odnaleźć, żebyśmy mogli być w tym dniu razem z Państwem - dziękowała Społecznemu Opiekunowi Zabytków Miasta Kraśnik wnuczka majora.

Dr Szulc przejrzał też materiały dotyczące Majora Kamińskiego, które znajdują się w Wojskowym Biurze Historycznym, dzięki którym poznaliśmy jego wojskową drogę - od służby w carskich wojsku, przez walkę z bolszewikami: w oddziałach "Białych" generała Antona Denikina, a potem w wojnie w 1920 roku, po 18-letnią służbę w 24 Pułku Ułanów i śmierć z ręki sowieckiej w Katyniu.

W marcu 1935 roku Kamiński związał się z ziemią kraśnicką kupując od Ordynacji Zamojskiej majątek w obecnej Wyżniance, gdzie w dworze, w miejscu którego stoi obecnie kapliczka, mieszkał ze swoją rodziną. Po wojnie znajdowała się w nim szkoła, potem został rozebrany.

W uroczystościach odsłonięcia tablicy pamiątkowej udział wziął marszałek Jarosław Stawiarski, przedstawiciele Powiatu Kraśnickiego, wójtowie kilku gmin w tym szczególnie samorządowcy gminy Dzierzkowice, księża parafii św. Józefa, przedstawiciele burmistrza Kraśnika a przede wszystkim mieszkańcy Wyżnianki i gminy Dzierzkowice.

Odczytany został apel poległych, w którym szczególnie wywołano nazwiska i imiona żołnierzy 24 Pułku zabitych przez Sowietów w 1940 roku.

W imieniu rodziny, w osobistej wypowiedzi, głos zabrała wnuczka majora.

- Jestem tu pierwszy raz  w życiu. To bardzo dziwne uczucie. Masa wspomnień, pytań. Odkryłam też wiele faktów z życia dziadka o których nie miałam pojęcia. Dla Państwa tu siedzących Romuald Kamiński to lokalny bohater, to ktoś tu żył, potem poszedł na wojnę. Dla mnie to był dziadek, trochę mityczna postać, bo nigdy go nie poznałam. To zdjęcie, które tu widnieje, stało w domu u babci na wielkim fortepianie w Gdańsku, bo tam losy zawiodły ją i jej dwie córki. Dla mnie, jako dziecka to był dziwny pan, ktoś, kogo nigdy nie poznałam. Inne dzieci mają dziadków, ja nie mam. Dlaczego? Jak to się stało? Na te pytania mama, babcia i ciocia próbowały mi odpowiedzieć. Skończyło się, że do szkoły musieli przyjść rodzice bo ja powiedziałam, że bandyci sowieccy zamordowali mi dziadka. - mówiła - Małgorzata Molik-Sjöberg, wnuczka majora - To stąd osiemdziesiąt lat temu dziadek wyruszył, żeby bronić Polski, na wojnę i już nigdy nie wrócił. Więc może jest to taki symboliczny powrót dziadka do domu, za który wszystkim Państwu, bardzo, bardzo serdecznie dziękuję, w imieniu własnym i całej  naszej rodziny - mówiła  wnuczka mjra Kamińskiego.

O trudnej, współczesnej historii na podstawie m.in. życia bohatera z Wyżnianki mówił poseł Kazimierz Choma.

- Oddajemy dziś cześć bohaterowi. Jestem dumny, że mogłem przyczynić się do odsłonięcia tablicy majora Kamińskiego, naszego bohatera. - mówił kraśnicki parlamentarzysta.

Odniósł się też do współczesnego przedstawiania polskiej historii.

- Wojenne losy wielu osób - w tym mojej rodziny - były splątane, pokręcone. U źródeł tego wszystkiego było bestialstwo, nienawiść i następne lata relatywizujące to bestialstwo. Szczególnie okrutne dla rodziny, dla córek, które nie wiedziały co się stało z ich mężem, ojcem. Liczenie na to, że może się pojawi, może znów będzie. Ten który nosił nas na rękach, ten u którego boku spędzałam czas. Z którego tak byłam dumna. U źródeł tego bestialskiego procesu stały decyzje polityczne Stalina, niektórzy go określają jako "batiuszka Stalin". A to był jeden z największych morderców w naszej historii, i inni towarzysze z politbiura, którzy wydali rozkaz metodycznego, świadomego zabijania żołnierzy Wojska Polskiego, inteligencji, policjantów. To było bardziej nieludzkie mordowanie, niż teraz zwierząt dla żywności. Jak można było tak traktować człowieka? - pytał retorycznie poseł Choma.

Poseł mówił też o relatywizacji historii i jej zakłamywaniu.

- Walczmy z tym potwornym procesem, który o odciąga nas od prawdy. Niszczy on pamięć bohaterów. - mówił Kazimierz Choma.

Do historii Polski w odniesieniu do tej naszej, lokalnej nawiązał marszałek Jarosław Stawiarski.

- Rotmistrz Kamiński 18 lat, a więc całe swoje dorosłe życie i w zasadzie całą swoją karierę wojskową spędził w Kraśniku, w powiecie kraśnickim. Dlaczego tu jestem? Dlaczego nie jestem w Tomaszowie Lubelskim gdzie odbywa się inscenizacja bitwy pod Tomaszowem? Dlatego, że jestem człowiekiem stąd, jestem lokalnym patriotą. Ziemia kraśnicka nosiła wielu bohaterów, jednym z nim był rotmistrz Romuald Kamiński, który zginął zamordowany w bestialski sposób w Katyniu. Cały czas nas się epatuje tym, że to nie było ludobójstwo, że to nie było morderstwo tylko wypadek przy pracy i zestawia się z wojną 1920 i jeńcami rosyjskimi na polskiej ziemi i mówi się, że myśmy tacy sami byli. Nie byliśmy tacy sami. Takich miejsc pamięci jest na naszej kraśnickiej ziemi bardzo dużo. Chciałbym podziękować wszystkim organizatorom tej uroczystości, że odkrywacie historię, odkrywacie chwałę ludzi, którzy mieszkali na terenie tej ziemi. Najbliższe lata będą czasem próby, czy przetrwamy jako naród, czy przetrwamy jako Polska. Jeśli więcej będzie takich tablic, więcej będzie takich uroczystości przypominających o sensie bycia Polakiem to przetrwamy. Cześć Twojej pamięci bohaterze, rotmistrzu Romualdzie Kamiński - mówił marszałek Stawiarski.

O znaczeniu tego święta dla lokalnej społeczności mówił gospodarz dzierzkowickiej ziemi wójt Marcin Gąsiorowski.

- Cieszę się, że mogłem przystąpić do tego projektu. Odsłonięcie tej tablicy jest dla naszych mieszkańców, dla naszej gminy ważne o tyle, że na naszym terenie ma takich tablic zbyt wiele. To pierwsza tablica, która upamiętnia osobę z imienia i nazwiska i jeszcze bardziej przybliża tę historię, która staje się jeszcze bardziej namacalna. To była osoba, która tutaj mieszkała, która tutaj żyła. To coś, co dla tych młodych ludzi tu obecnych sprawia, że ta historia będzie jeszcze bliższa, a nie odległa i abstrakcyjna. I to jest bardzo ważne. Chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy włączyli się w przygotowanie tego święta. - mówił wójt.

Po uroczystościach przy kapliczce spotkano się także w dzierzkowickim GOKu, gdzie dr Szulc zaprezentował ciekawą, wojskową drogę majora, a jedna z członkiń rodziny bohatera tego dnia opowiedziała o najbliższej rodzinie Romualda Kamińskiego.

Fotorelację z tych uroczystości możecie obejrzeć na naszej stronie.