„Polak, Niemiec - dwa bratanki…” - czyli 37. odsłona wymiany młodzieży „Rej-Gauss”

Edukacja
Czcionka

Przełom maja i czerwca 2018 roku, godzina czternasta zero osiem. Słońce rozgrzane do czerwoności parzy skórę i paraliżuje myśli. Senne twarze spoglądają przez okno jadącego auta powstrzymując ziewanie. Grupa podobnych nam, a przecież obcych, czeka na nas przy budynku szkoły śledząc nas ciekawskimi spojrzeniami. Wysiadamy. Widzimy ich, oni nas także. Przez chwilę stoimy z zakłopotaniem, uśmiechając się nerwowo. I wtedy pierwsze osoby podchodzą, podają sobie ręce i rzucają w objęcia. Rozpoczyna się wymiana.

Po pierwszych: „Hi! Hallo! How are you? Ich heiße…”, padają kolejne: „Seriously? Yo've seen this movie too? Yep, I also love this song”.

Po przełamaniu pierwszych lodów wchodzimy do Carl-Friedrich-Gauß-Gymnasium w Schwedt, gdzie serdecznym „Dźisien dobhy” wita nas Herr Volkmar Radke, tutejszy nauczyciel, który odtąd będzie naszym głównym animatorem. Pośród gwarów wyjaśnione zostają ogólne zasady, po czym dobieramy swoich niemieckich towarzyszy podróży, którzy odtąd zastępują nam matkę, ojca, brata, szwagra, siostrę, babcię i wujka. Następnie rozjeżdżamy się, każdy do swojej nowej „rodziny”, która będzie nas gościć przez kilka następnych dni. Niektórzy zostają więc w Schwedt, inni trafiają do wiosek i miasteczek porozrzucanych na terenie powiatu Uckermark.

Niemieckie rodziny przyjmują nas jak dopiero co odnalezionych krewnych, nie żałują jadła, napoju, bratwurstów, ani ciepła ogniska domowego. A mówią, że gościnność to tylko u Polaków...

 

 

Pierwsze dni są ściśle skupione na integracji, co ułatwiają rożnego rodzaju gry i zabawy, gra na instrumentach i czytanie we wspólnym gronie. Porozumiewamy się między sobą w językach: angielskim, niemieckim, polskim, na migi oraz uniwersalnym zwrotem: „Ja, natürlich!”. Szlifujemy nie tylko języki, ale też uczestniczymy w zajęciach szkolnych, m.in. chemii, historii, a także występujemy przed całą szkołą opowiadając nieco o sobie. Po krótkim przemówieniu pani dyrektor Buchholz oraz przedstawieniu zacnych opiekunów (od strony polskiej nauczyciele pani Iwona Różyńska i pan Andrzej Bownik, od strony niemieckiej wspomniany wcześniej Herr Volkmar Radke), oglądamy filmy z wcześniejszych wymian, które kwitowane są wybuchami entuzjazmu i oklaskami niemieckich uczniów – czujemy wtedy, że dostaliśmy fantastyczną szansę, i że chcemy wykorzystać ją jak najlepiej.

Dalsze dni spędzamy bardzo aktywnie, poznając Schwedt i okolice. Jest to miasto ludnościowo podobne do Kraśnika, położone nad Odrą, tuż przy granicy z północno-zachodnią Polską, niedaleko Szczecina. To urokliwe i raczej spokojne miasto, gdzie zabytkowa architektura spotyka się z nowoczesnymi rozwiązaniami, a całość dopełnia wszędobylska zieleń. Jest tu nadzwyczaj czysto, w okolicy wiele osób hoduje zwierzęta, a dzięki mnogości atrakcji turystycznych każdy znajdzie coś dla siebie. I my znaleźliśmy! Kanał wzdłuż Odry! Urządziliśmy po nim spływ kajakowy, skakaliśmy do niego, pływaliśmy w nim, a po zachodzie słońca kontemplowaliśmy jego czar na bulwarach...

Szczęśliwie się złożyło, że podczas naszego pobytu odbywały się targi gospodarcze „inKontakt” połączone z festynem. Można było więc spróbować regionalnych potraw i trunków, obejrzeć pokazy tutejszych firm i grup tanecznych, no i oczywiście posłuchać lokalnych artystów. Słuchając niemieckiego „disco polo”, poczuliśmy się jak w Polsce, okazało się że jest to rodzaj muzyki wspólny prawdopodobnie dla całego świata i wszędzie brzmi on tak samo przaśnie.

Wizyta w kręgielni dała okazję do rozrywki i relaksu, który był wstępem do niedzieli zwanej „Familiensonntag”. Ten dzień służył do bliższego zapoznania się ze swoją niemiecką rodziną oraz do odetchnienia od wrażeń, chociaż amatorzy aktywnego wypoczynku i tak wybierali się na wycieczki nad Odrę, do Szczecina, do papugarni czy na basen.

 

 

Niestety, wszystko co dobre, kiedyś się kończy – i tak po pięciu dniach musieliśmy pożegnać Schwedt, rodziny, i razem z niemieckimi towarzyszami wyruszyć dalej. Następna stacja - Berlin. Berlin to miasto-koktajl, mieszanka wszystkich kultur i narodowości, monumentalne zabytki z poprzednich epok kontrastują z modernistycznymi centrami biznesu. Podróżując błyskawicznym U-Bahn pomiędzy kolejnymi lokacjami, udzieliła nam się ichniejsza atmosfera miasta, które nigdy nie śpi.

Chodziliśmy więc z głowami w chmurach, podziwiając Bramę Brandenburską, Katedrę Berlińską i widok z jej kopuły czy Wieżę Telewizyjną, oglądaliśmy ogólną panoramę miasta z pokładu statku leniwie kołyszącego nas do snu...

Pobyt w Niemczech nie mógłby obyć się bez nawiązania do tragicznych wydarzeń z historii – zwiedzanie byłego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, Pomnika Pomordowanych Żydów Europy oraz szczątek Muru Berlińskiego dostarczyło nam lekcji o tym, jak kończy się nienawiść pomiędzy narodami i dlaczego powinniśmy unikać błędów z przeszłości.

Nieco przeraziła nas rygorystyczna ochrona Reichstagu (musieliśmy przejść przez odprawę podobną jak na lotnisku), ale okazał się on niezwykle ciekawym miejscem. Choć z zewnątrz zachwyca klasycystycznym wyglądem, to we wnętrzu jest całkowicie inaczej – dominuje minimalizm i nowoczesność. Szybko wyszło na jaw, że nam, młodym, polityka nie jest obca i zasypaliśmy przewodniczkę gradem pytań. Dowiedzieliśmy się, gdzie zwykle zasiada kanclerz Merkel, poznaliśmy trudy pracy stenografów, którzy muszą zapisać każde słowo, jakie kiedykolwiek zostało wypowiedziane na obradach Bundestagu oraz oglądaliśmy napisy ukraińskich i rosyjskich żołnierzy, którzy podpisali się na murach parlamentu podczas wyzwolenia w 1945 r. Potem wdrapaliśmy się na szczyt kopuły wieńczącej budynek, skąd rozpościerała się wspaniała panorama na cały Berlin. Po wszystkim każdy z nas zapragnął zostać jednym z parlamentarzystów.

 

 

Najtrudniejsze było jednak przed nami, bo oto czekał nas park linowy – coś dla miłośników wysokościowego toru przeszkód, choć chyba każdy miał opory, by wejść na chybotliwe sznury albo runąć w dół będąc kilka – kilkanaście metrów nad ziemią.

I wtedy nadszedł ten dzień – ostatni naszej wymiany. Raz jeszcze wspominaliśmy wszystkie szczęśliwe chwile, które razem przeżyliśmy, przyjaźnie jakie zawarliśmy, a nawet miłości, jakie nas połączyły. Wizja rozłąki wzruszyła każdego z nas, a podczas ostatniego pożegnania na stacji, co tu dużo mówić, płakaliśmy jak bobry.

Do zobaczenia Niemcy! Żegnajcie przyjaciele! Zobaczymy się ponownie we wrześniu, tym razem w Polsce!

Polsko-niemiecka wymiana młodzieży „Rej-Gauss” mająca miejsce w Niemczech na przełomie maja i czerwca 2018 roku, odbyła się już po raz 37! Spotkania te zostały zapoczątkowane przez nauczyciela z „Reja”, p. Andrzeja Bownika w roku 2000 i odbywają się dwa razy w roku – raz w Niemczech, raz w Polsce. Przez ten czas przewinęło się przeszło 500 osób – uczniów II LO im. Mikołaja Reja w Kraśniku oraz Carl-Friedrich-Gauß-Gymnasium Schwedt/Oder. Spotkania odbywają się dzięki dofinansowaniu ze strony Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży oraz Powiatu Kraśnickiego.

Wymiany te pokazują, że różnice są tym, co wzbudza w nas zainteresowanie w drugim człowieku, nie pomimo, a właśnie dzięki różnorodności wymiany międzynarodowe wciąż przyciągają wielu młodych ludzi. Życzę sobie i innym, aby takie i inne inicjatywy pojawiały się w Kraśniku i w Polsce coraz częściej, bo jest to niepowtarzalna okazja do rozwoju nas samych, promocji naszego miasta i kraju za granicą.

 

Autorką tekstu jest Aleksandra Maj, uczestniczka wymiany, uczennica II LO im. M. Reja w Kraśniku, a autorami zdjęć Andrzej Bownik i Volkmar Radke